Socjalizm racjonalny cz. 2

Autor: | Opublikowane w Socjalizm racjonalny Tagi: Brak komentarzy

Poprzedni wpis z tej serii http://www.trygar.com.pl/socjalizm-racjonalny-cz-1/

Widzimy zatem, jak bezgranicznie wysoko ceniły ówczesne pokolenia rozum i wszelką wiedzę. Kult rozumu we francuskiej rewolucji pochodził z tego samego źródła, z którego te właśnie teorie racjonalistycznych socjalistów wypływały. A za kapłanów niejako wszechwładnego bóstwa rozumu uważano przedstawicieli wiedzy, apostołów boskiej mądrości, którym również cześć boską oddawać należy i w których rękach spoczywać ma, o ile możności, zarząd wszelkich spraw publicznych. Takie właśnie konsekwencje wysnuł Weitling z doktryn, wspólnych wszystkim racjonalistom. Wyniki te są tak ciekawe, że warto dokładniej się z nimi zapoznać. W swym głównym dziele: „Gwarancje harmonii i wolności” wyraża się on w ten sposób: „Przede wszystkim postawiłem sobie tę powszechnie w całym świecie przyjętą zasadę, że panować musi filozofia. Następnie, wyjaśniając sobie pojęcie filozofii, przekonałem się, że oznacza ona zupełną i całkowitą wiedzę… Cóż zatem uczynić należy, aby zapewnić wiedzy naczelny zarząd ustroju społecznego?”.  Odpowiada na to Weitling, że należy rozpisywać konkursy. „Przedłożone dzieła mają być poddane ocenie członków akademii, a autor najlepszego z nich powinien otrzymać zarząd tej gałęzi administracji, w której zdolności jego największy pożytek mogłyby przynieść społeczeństwu”…  Wyobrażam sobie taki ustrój administracji społecznej: na czele jej stoi triumwirat, złożony z największych filozofów, którzy zarazem są najznakomitszymi powagami w zakresie medycyny, fizyki i mechaniki… Nikt więcej nie będzie śmiał rządzić, w dzisiejszym tego słowa znaczeniu, jeżeli mądrość i wiedza obejmą zarząd. Podobne myśli napotykamy po największej części w dziełach socjalistycznych owej epoki, tak pogodnie jeszcze marzeniami nastrojonej mimo całej ówczesnej nędzy. Wierzono, jak w aksjomat, że nauki społeczne muszą objąć przewodnictwo i naczelny zarząd w działalności społecznej, która w praktyce ich zasadami kierować się musi. Nauki społeczne są syntezą rozumu i społecznej praktyki.

Epoka owa miała atoli wszelkie powody przypisywać tak wysoką wartość rozumowi i wiedzy. Na jej czasy bowiem przypadły odkrycia tych właśnie praw, które, jak mniemano, powinny zgodnie z wolą Stwórcy czy natury rządzić ludzkim społeczeństwem, a które wszystkie poprzednie pokolenia w zaślepieniu swym przeoczały. Zaświtał dzień; wzeszło słońce poznania: takie brzmi hasło we wszystkich mowach i pismach owych dni. „Mroczne chmury umysłowej nocy rozpraszają się na wszystkie strony”. „Teraz dopiero odkrył człowiek przyczynę swego poprzedniego, niedoskonałego, surowego i nędznego stanu”. „… nareszcie odkryto mechanizm ustrojów społecznych wyższego stopnia”. „Niektórzy z nas osiągnęli w całej pełni znajomość nowego prawa”.

Nawiasem mówiąc, o jedno pokolenie przedtem odkryły bystre głowy, że naturalnym porządkiem rzeczy jest właśnie kapitalistyczny system gospodarki, oparty na swobodnym współzawodnictwie i własności prywatnej. Przedstawicielką tego poglądu była tzw.  szkoła fizjologiczna. Mężowie tacy jak starszy Mirabeau, Dupont, Nemours, Quesnay, Turgot nie mieli wątpliwości, że odkryli już naturalne prawa ludzkiego społeczeństwa i że prawa te właśnie w systemie wolnego współzawodnictwa, swe urzeczywistnienie znalazły. Sam fakt odkrycia „prawdy” zatem nie przynosił zasadniczo nic nowego. Późniejsi pisarze różnili się od fizjokratów jedynie treścią tego odkrycia, twierdząc, że fałszywym jest pogląd, jakoby kapitalizm był porządkiem naturalnym i że dopiero nowy, powstać mający ustrój, urzeczywistni na ziemi królestwo boże rozumu. Z tą wiarą dopiero stawali się racjonaliści, których enuncyacye poznaliśmy, socjalistami. Ten nowy ustrój bowiem zawierał, jak to wszyscy zgodnie uznawali, zasadnicze rysy socjalistycznego społeczeństwa, jak je nakreśliliśmy już wcześniej.