Socjalizm racjonalny cz. 1

Autor: | Opublikowane w Socjalizm racjonalny Tagi: Brak komentarzy

Wszystkie, tak liczne systemy socjalistyczne, które powstały u schyłku XVIII w. aż do połowy XIX stulecia posiadają tak wybitne rysy familijne, że jest się natychmiast skłonnym widzieć między nimi węzeł ścisłego pokrewieństwa i uważać je za latorośle jednego szczepu. Są one też niemi w rzeczywistości. Matką, z której wszystkie te systemy pochodzą i której rysy posiadają, jest filozofia społeczna ubiegłego stulecia. Jej to zawdzięczają swoje istnienie teorie Godwina i Owena w Anglii, Fouriera i Cabeta (a po większej części także Proudhona) we Francji, Weitlinga w Niemczech, aby jeno te główne i wytyczne kierunki wymienić, które odegrały pewną rolę w genealogii socjalizmu. Będę się starał wykazać na kilku przykładach to wspólne duchowe pochodzenie, a tym samym duchowe pokrewieństwo wszystkich dawniejszych systemów nowożytnego socjalizmu.

Cała myśl socjalistyczna do lat czterdziestych XIX wieku opiera się na wierze w dobroć Bóstwa (względnie przyrody) jako na swej metafizycznej podstawie. Bóg jest dobrym, a że świat przez niego stworzony, więc i świat dobry. Byłoby bowiem sprzecznością przyjmować, że dobrotliwy Bóg stworzył świat, którego treści nie stanowi harmonia i dobro. Społeczeństwo ludzkie zaś jest cząstką świata i te same tylko w niem rządzić mogą prawa co w calem stworzeniu. Zamiarem Bóstwa mogło być zatem tylko stworzenie i z ludzkiej społeczności królestwa harmonii i pokoju, siedliska szczęścia człowieczego. I człowiek jest z natury dobrym, homo hojnini amicus, jest istotą zdolną do uspołecznienia, mogącą się wznieść na wszelki stopień doskonałości, posiadającą wszelką zdolność rozwoju. Pisano zatem:  „Ponieważ Bóg, czy natura stworzyła wszystkie własności człowieka, muszą być one dobre i z konieczności takie, jakie są”. „Dlaczegoż powątpiewać o mądrości Bożej zanim się zdoła przeniknąć zamiary jego? Utrzymywać, że tak wysoki poziom doskonałości (jak go F. przepowiada) nie jest dla ludzi osiągalnym, znaczy oskarżać Boga o złą wolę. Gdyby przemysł tylko do tych haniebnych miał prowadzić wyników (których świadkami jesteśmy), nie byłby go Bóg stworzył”.  Trudno przypuszczać, że przeznaczeniem człowieka na ziemi jest być nieszczęśliwym; a skoro się zważy, że człowiek z istoty swej jest uspołeczniony, a więc skłonny do uczuć sympatii i serdeczności, to również trudno przypuszczać, aby z natury mógł być złym. A Weitling znów woła: „Musiał człowiek, to dziecię miłości Boga i natury w praczasach stworzenia, w rajskim ogrodzie tej cudnej ziemi doznawać szczęścia, pełnego nieznanej błogości!”.

A tymczasem właśnie socjalistyczni myśliciele widzą dokoła samą tylko nędzę i biedę, kłótnie i zatargi, a kultura współczesna doszła wszędzie do haniebnych rezultatów. Na pytanie więc, skąd to pochodzi, znajdywano odpowiedź, że nierozumni ludzie niezgrabnie zepsuli mechanizm społeczny, kunsztownie przez Boga ułożony, skutkiem czego przestał funkcjonować tak, jak się należy. Albowiem różne ich sztuczne urządzenia (jak własność prywatna i tym podobne), zniszczyły naturalną harmonię życia społecznego, podkopując zarazem podstawę szczęścia jednostek.

Dzisiejsza urojona wiedza (która stanowi podstawę społecznego ustroju) stoi w prostym przeciwieństwie do nieomylnych i niezmiennych praw przyrody, i w tym leży źródło nierozumnych i niezdrowych stosunków życia ludzkiego w przeszłości i teraźniejszości.

Istnieją zatem dwa ustroje społeczne: ustrój naturalny i ustrój stworzony sztucznie, a przeto nienaturalny,  jaki istniał po wszystkie czasy w dziejach i obecnie istnieje. Wszystkim, pragnącym szczęścia ludzkości, zależeć musi przeto na tym, aby wprowadzić ustrój naturalny. W tym celu potrzebnem jest przede wszystkim zbadanie przeszkód, które nie pozwalały dotychczas na urzeczywistnienie stanu naturalnego. Przeszkody te tkwią w niedoskonałym uświadomieniu człowieka. Nie grzech to wygnał człowieka z raju, czy też zabronił mu wstępu do raju, ale błąd: błąd niezawiniony. Wszystkie systemy rządowe, wszystkie prawa, urządzenia i zwyczaje płyną u wszystkich ludów z tego samego zasadniczego błędu; są fałszywe, a co jest fałszywe, przynosi odwieczną szkodę.

Musimy przeto – takim jest oczywisty z tego wniosek — poszukiwać prawdy. Tylko prawda, którą dotychczas barbarzyńskie urojenia najgwałtowniej zwalczały, zdoła ludzkość powieźć dalej na drodze postępu. Wniosek ten prowadzi już w samo ognisko racjonalistycznego systemu myśli. Najlepszy ustrój społeczny, w którym ludzkość osiągnie stan doskonałości i szczęścia, jest zagadnieniem poznania wiedzy. Należy tylko odkryć prawa przyrody, na których stan naturalnym się opiera. Skoro prawa te będą odkryte, królestwu harmonii i szczęścia na ziemi nic więcej nie stanie na przeszkodzie. Rozum nasz wiedzę tę posiędzie i stworzy nowe piękniejsze życie. Czyż natura nie użyczyła nam wszystkim inteligencji i rozumu, abyśmy stworzyli szczęście, zorganizowali społeczeństwo, zaprowadzili równość? Przyszły stan rzeczy będzie równie „rozumny”- jak nim jest stan „naturalny”: rozum powiedzie człowieka na powrót do stanu naturalnego.